Niekwestionowana diva performance, światowej klasy artystka, kobieta z krwi i kości. Niezależna, odważna, intensywna, rozpaczliwie kochająca, na krawędzi. Marina Abramović.

„Performance jest trudną sztuką, trzeba w niej być samemu, by jej doświadczyć i móc wzbudzić emocje w widzu. Być zarówno artystką, jak i sztuką, a to bardzo trudne.”

Czym w ogóle jest performance? Jest to środek artystycznej wypowiedzi, w której sam artysta jest materią dzieła, jego elementem. W performance niezwykle ważny jest kontakt artysty z widzami. Artysta – performer często zaangażowany jest w aktualne wydarzenia polityczne i społeczne, w problemy współczesnej kultury wypełnionej po brzegi komercją i ma to odzwierciedlenie w sztuce, którą tworzy. Poprzez swoje działania podejmuje próby zmiany świadomości społecznej. Nie inaczej jest z Mariną.

„Chciałam się przekonać, co się stanie, gdy pozwolę ludziom zrobić z moich ciałem to, co chcą, jak się wtedy zachowają. Ta ciekawość była silniejsza od lęku.”

Jej dzieła szokują, wywołują cały szereg emocji, od cierpienia, bólu, obrzydzenia poprzez konsternację, zawstydzenie, zaskoczenie, aż do współczucia, litości, zrozumienia. Odbiorca może się przejrzeć w nich jak w lustrze, odkryć siebie i swoje, głęboko ukryte, mroczne pragnienia. Performance z 1974 roku Rhythm 0, w którym Marina pozwoliła widzom bezkarnie „użyć” jej ciała udowodnił, że w zwykłych ludziach czają się najgorsze demony.

„No więc położyłam na stole różne przedmioty – pistolet, nożyczki, różę, bat, piórko – i kartkę z informacją, że każdy z widzów może zrobić z tymi narzędziami dowolny użytek wobec mojej osoby. Najpierw ludzie się czaili, krygowali, z czasem stawali się coraz śmielsi. Ktoś pociął moje ubranie na mnie, ktoś inny pokłuł mnie kolcami róży. Zrozumiałam, że przez swoją bierność wywołuję agresję, że bezbronność wywołuje w ludziach najgorsze instynkty. Być może, gdybym tę akcję kontynuowała dłużej, to w końcu ktoś by mnie zabił… Ciekawe, że kiedy performance się skończył, a ja zrobiłam ruch w stronę publiczności, ta zaczęła uciekać.”

„Tym różni się performance od teatru, że ja niczego nie udaję, nie robię żadnych prób, nie mam scenariusza.” 

Performance to nieprzewidywalność. Nie ma nic wspólnego z bezpiecznym obrazem wiszącym na ścianie w galerii. Oczywiście jest pomysł, określony plan, ale to co się wydarzy, zależy najczęściej od tego, w którą stronę potoczy się relacja artysta – odbiorca. Ale też od innych, zaskakujących czynników, czego przykładem może być performance Mariny z 1974 roku Rhythm 5. Artystka, po obcięciu paznokci oraz włosów i wrzuceniu ich w ogień, weszła do środka płonącej, pięcioramiennej gwiazdy. Nie przewidziała, że zabraknie jej tlenu i niespodziewanie straciła przytomność. Po kilku minutach widzowie zorientowali się, że coś jest z nią nie tak, że działanie wymknęło się spod kontroli i czym prędzej ją wyciągnęli.

„Artysta nie powinien zakochiwać się w innym artyście.”

Twórczość Mariny jest gładko rzeźbiona silną dłonią bezwzględnego Losu. Przez większość prac przewija się cień jej miejsca urodzenia (Belgrad), trudne dzieciństwo, na czele z apodyktyczną, przemocową matką, a także słynna już relacja z innym artystą performerem Ulayem. Wzajemna fascynacja trwała 12 lat i zaowocowała wspólnymi dziełami, które przeszły do historii sztuki jako bardzo istotne pod kątem jej rozwoju. Poznając w 1975 roku Ulaya była mężatką, ale nie czując żadnej więzi z mężem, z ulgą szybko się rozwiodła. Oboje urodzeni 30 listopada, nierozłączni w życiu i pracy, podróżując po Europie i Stanach Zjednoczonych, stworzyli szereg znakomitych dzieł. Niestety, dla Ulaya braterstwo dusz okazało się niewystarczające i po jego wielokrotnych zdradach artyści rozstali się na Murze Chińskim, na którym pierwotnie planowali ślub.

„Podczas występu oczyszczam się, staję się silniejsza, umacniam się w przekonaniu, że umysłem mogę przezwyciężyć moje ograniczenia.”

Podczas licznych działań performance artystka z poświęceniem i w sposób nieprawdopodobny przekracza granice wytrzymałości własnego ciała poprzez okaleczanie się i autodestrukcję. Ból fizyczny, który jej towarzyszy jest jednak niczym w porównaniu z wyczerpaniem psychicznym. Tak, jak podczas najsłynniejszego jej dzieła z 2010 roku The Artist is Present, wystawionego w nowojorskim Museum of Modern Art, gdzie Marina przez trzy miesiące, dziewięć i pół godziny dziennie oddawała swoją duszę, patrząc z uwagą poszczególnym osobom w oczy. Sama przyznaje, że ten performance najbardziej ją wyczerpał ze wszystkich dotychczasowych. „Kiedy wstałam z krzesła nie byłam tą samą osobą”.

 „Jeśli zerkam w przeszłość, to tylko po to, by coś uporządkować – co zrobiłam najlepiej, co się nie udało, co należy poprawić.”

Na nieprawdopodobnie wymagającym polu, na którym głównie uprawiają sztukę mężczyźni, Marina – performerka/kobieta – wbrew wszystkiemu i wszystkim, zebrała i nadal zbiera najbogatsze plony. Ze świadomością i pokorą wycisnęła z niego wszystko, co się da. Jest popularna, bogata, o jej prace biją się najbardziej prestiżowe muzea na świecie. Podobnie jak Andy Warhol, swoją sztukę zgrabnie łączy z biznesem, jak w kampanii reklamowej dla firmy Adidas. To ona decyduje gdzie, z kim i za ile. Na Biennale w Wenecji w 1997 roku za dzieło Balkan Baroque uhonorowano ją Złotym Lwem. Pomimo swoich 73 lat, nie mając najmniejszego zamiaru spocząć na laurach, dzielnie i z kobiecą gracją piastuje stanowisko królowej performance.

 

*Wystawa Mariny Abramović „Do czysta” w Toruniu do 11 sierpnia 2019 r.