Słysząc jej pierwsze dźwięki i frazy doznajemy zawsze szczególnego uczucia. Jak gdyby ktoś wprowadzał nas delikatnie lecz zdecydowanie niewidzialną ręką w szczególną przestrzeń, wypełnianą tylko nikłymi promieniami sączącego się z niewiadomego kierunku światła. Ten miarowy, łagodny, unoszący nas w głąb muzycznej myśli ruch, przebiegający jak gdyby po niewidocznej linie uplecionej z kolejnych grup dźwięków, oddala nas bardzo szybko od tonacji wyjściowej i zabiera w podróż po krainie, w której towarzyszy nam wybrzmiewająca gdzieś daleko w górze niebiańska melodia. Franciszek Liszt miał powiedzieć że to jest muzyka jak z otchłani. A może z otchłani fantazji… 

Sonata quasi una fantasia – Sonata jak gdyby to była fantazja zapisał trzydziestoletni wówczas kompozytor na karcie tytułowej, dedykując swój niezwykły utwór – Sonatę Nr 14 Cis – moll Op. 27 No 2 o ponad dziesięć lat młodszej od siebie uczennicy Grafinie Julii Guicciardi. Jak wspomina w eseju o Ludwigu van Beethovenie muzykolog Janusz Ekiert, opisując jedno z pomieszczeń w Muzeum Beethovenowskim w Bonn, rodzinnym mieście kompozytora :

„W gablocie pod szkłem leży autograf  Sonaty Księżycowej, rękopis ograniczony do szyfru podstawowych znaków muzycznych, prawie pozbawiony wskazówek interpretacyjnych, i już przed oczami staje jej popędliwy twórca, który z niecenzuralnym przekleństwem na ustach przepędza zgraję doktrynerów, wymagających by ten szkielet zapisu traktować jak świętość i odtwarzać sztywne nuty bez interpretacji. Sonata jest pamiątką uczuć, jakie rozpaliła w nim zalotna hrabianka Julietta Guicciardi, jego uczennica. Dedykował jej Sonatę Księżycową, ona podarowała mu swój miniaturowy portret na kości słoniowej, znaleziony po śmierci Beethovena w szufladzie jego biurka, zabitej gwoździami. Poznali się u jej kuzynek, sióstr von Brunsvik, gdy ojciec Giulietty, radca dworu, został przeniesiony z Triestu do  Wiednia. nauczyciel miał trzydzieści lat, uczennica siedemnaście, w liście do przyjaciela wspominał wtedy o „drogiej i uroczej dziewczynie, która go kocha i którą on kocha”, ale platoniczyny romans skończył się na pocałunkach i łzach, panna wyszła za mąż za hrabiego Gallenberga, dyrektora baletu Opery Wiedeńskiej. Zachował się dialog głuchego Beethovena z Schindlerem, zanotowany dwadzieścia lat później w zeszycie konwersacyjnym. Beethoven – żeby nikt nie mógł podsłuchać co mówi – odpowiedział pisemnie po francusku na pisemne pytanie Schindlera: ”Kochała mnie bardziej niż kiedykolwiek swojego męża, ale jej kochankiem został on a nie ja”. Po podróży do Włoch Giulietta wróciła do Wiednia, rozczarowana swoim małżeństwem. Beethoven zapisał w zeszycie konwersacyjnym, zaspokajając ciekawość Schindlera: „Przyszła do mnie z płaczem, ale wzgardziłem nią”. *

Beethoven skomponował Sonatę Księżycową, jak wszystkie swoje dzieła, wkładając zapewne najwyższy kompozytorski kunszt, niesiony dodatkowo porywem uczucia, w każdy motyw, każdą harmonię, każde muzyczne napięcie i jego rozładowanie. Zapewne walczył tu wpierw, jak przy wielu swoich kompozycjach, z papierem, instrumentem i otoczeniem, drąc na strzępy wśród złości każdy nieudany początkowy motyw utworu. W końcu zaczął być może mimowolnie grać minorowy pasaż w górę, powtarzając go z uporem, wsłuchując się i uspokajając komponował dalej i dalej, myśl muzyczna zapłodniona takim początkiem zaczęła się szybko rozwijać. Tak można to sobie wyobrazić, ale przecież – narodziny Sonaty Księżycowej mogły być zupełnie inne. Faktem jest jednak że tworzył ją grający z pasją na instrumencie człowiek, kochający to, co robi i tę, o której myślał w chwili gdy grał. Myślał z nadzieją, ale i zwątpieniem. Może czuł że i tak nic z tego już nie będzie, a może jeszcze mierzył się z szansą na zmianę swojego losu, który tak długo nie szczędził mu, mimo wielu efektownych sukcesów, smutku goryczy? A te słynne powtórzenia, różne repetycje tych samych dźwięków, akordów, pasaży, jakże często pojawiające się w motywach jego słynnych dzieł: W 5. Symfonii, 4. Koncercie fortepianowym, trylu Dla Elizy i wielu innych tematach jego kompozycji wskazują na to głębokie wsłuchiwanie się Beethovena, chęć wysłyszenia powstającej pod palcami na fortepianie i w głowie muzyki, poprzez powtarzanie, zwielokrotnianie i wzmacnianie efektu. Beethoven szukał tych pomysłów jak drogi do prawdy aż w końcu te, które znajdował i zaczynał od nich dzieło, okazywały się fenomenalne, niepowtarzalne i takimi pozostały do dzisiaj. Do takich utworów należy właśnie Sonata quasi una fantasia, zwana Sonatą księżycową.

I nie myślał wówczas przecież ani o jakimś konkretnym obrazie, ani być może zupełnie o późniejszym, wymyślonym przez pisarza i poetę Ludwiga Rellstaba, już po śmierci Beethovena księżycu, i z pewnością też nie o jednym ze szwajcarskich Jezior Czterech Kantonów, w którego falach odbijałaby się blada, delikatnie falująca księżycowa poświata. To wszystko tylko owa quasi una fantasia, wyobraźnia wrażliwego twórcy przeznaczona dla rozumnego wykonawcy. Być może w ogóle nie komponował jeszcze według określonego pozamuzycznego programu a jedynie podług czysto muzycznej inwencji, która utwór ten kształtowała w jego myśli niczym na wzór prostego preludium Bacha, a jednak w innej, prawie romantycznej już atmosferze, i w formie jakiej nie otrzymała w pierwszej części jak dotąd żadna jeszcze inna kompozycja nazywana wówczas fortepianową Sonatą. To Fantazja jest tutaj właśnie tym słowem-kluczem, które każe nam także myśleć o drugiej, głęboko artystycznej naturze tego z zewnątrz jakże porywczego i nieobliczalnego człowieka, twórcy epoki wielbiącej arystokrację ducha i siłę ludzkiego geniuszu. 

„Wśród ludzi z jego otoczenia nie było nikogo, kogo by nie obraził. Książęta i służba, przyjaciele i przyjaciółki, bracia i kopiści, impresariowie i wydawcy, orkiestry, soliści. Wynagradzał im to dedykacjami na swoich utworach. Jakby podsuwał im myśl że lepiej mieć przyjaciela z naturą tygrysa niż węża.” *

Kompozytor zazwyczaj niewiele mówił wówczas o swoim dziele, i poza nielicznymi wskazówkami w postaci oznaczenia temp – 1. Adagio sostenuto 2. Allegretto 3. Presto Adagio w których wyraża się cała atmosfera części tego utworu, metrum, tonacjami dynamiką, artykulacją nie pozostawił żadnych innych uwag. Muzyk powinien te znaki umieć odczytać by znaleźć właściwy wyraz dla swojego wykonania czy interpretacji. Umieć trafić we właściwy nastrój. I nigdy też nie zapominać o fantazji. A to nie jest łatwe, nawet mimo pozornie błahej konstrukcji pierwszej części. Niewiele tu nut, ale jakże wiele muzyki – i to jakiej!

Dzisiaj bez wymienienia nazwy Sonata Księżycowa, która przylgnęła do niej jak Preludium deszczowe czy Etiuda rewolucyjna do dzieł Chopina, i wiele innych znanych nazw do wspaniałych utworów, mało kto, nawet spośród wielu muzyków zareagowałby od razu na nazwę Sonata quasi una fantasia. A jednak to ona właśnie oznacza znaną spośród milionów stworzonych przez naszą cywilizację melodii Sonatę Księżycową Ludwiga van Beethovena. To jej niezwykły duch odzywa się natychmiast głosem wiedeńskiego mistrza z Nadrenii, do końca samotnego i niezrozumianego wśród późnych muzycznych wizji jakie tworzył dla swojego a zwłaszcza tych wielu przyszłych, wielbiących go po dziś dzień naprawdę pokoleń i zachwycających się jego kompozycjami słuchaczy. 

 

* Cytaty pochodzą z książki Janusza Ekierta pt. Pochowam tu sekret, eseju Ludwig van Beethoven (1770 – 1827) – Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2004 www.muza.com.pl