Jacek Drążkowski jest jednym z 22 członków założycieli Polskiego Towarzystwa Meteorytowego. Jest nauczycielem fizyki, informatyki i techniki a jednocześnie redaktorem dwumiesięcznika„Urania – Postępy Astronomii” oraz periodyku „Meteoryt” wydawanego przez Olsztyńskie Planetarium i Obserwatorium Astronomiczne. Urodził się w Świeciu i jak to zaznacza – „tym nad Wisłą (bo jest jeszcze Świecie nad Osą) w czasach, gdy kobiety rodziły jeszcze w domach w asyście akuszerki, znaczy, stary już jestem. Na szczycie wieżyczki kamienicy, gdzie miało to wydarzenie miejsce, jest metalowa sfera armilarna. To chyba był znak, że będę miał coś wspólnego z astronomią”.
Na pytanie co zdecydowało o wyborze studiów i zawodu odpowiada:
J.D.: Dlaczego poszedłem na astronomię? Bo nie dostałem się za pierwszym podejściem na architekturą na Politechnice Gdańskiej, gdzie egzamin praktyczny był we wcześniejszym terminie. Z Gdańska pojechałem do Torunia i tam z marszu zdałem egzamin na astronomię. Tak w ogóle to wcześniej myślałem o pójściu na… historię sztuki, czyli w ślady Pana Samochodzika, ale wybił mi to skutecznie z głowy starszy brat, który skończył ten kierunek w Poznaniu i… nie znalazł pracy w zawodzie.Po zakwalifikowaniu się na astronomię, gdy wróciłem do domu, mama zapytała: „Co ty po tym będziesz robił?”. Odpowiedziałem, że w najgorszym wypadku, w szkole będę uczył. No i ziścił się ten „najgorszy” scenariusz. Miałem zostać na uczelni, bo pracę dyplomową robiłem z radioastronomii, a w ówczesnej Katedrze Radioastronomii było sporo świetnych inżynierów, techników, a brakowało właśnie astronomów. Niestety, to był ten czas, kiedy zablokowano na uczelni możliwość przyjmowania nowych pracowników. Od Andrzeja Pilskiego, który był wówczas kierownikiem planetarium we Fromborku, dowiedziałem się, że powstaje tam obserwatorium na Żurawiej Górze i będzie potrzebny astronom. W tym czasie pojawiła się też oferta pracy dla astronoma w Lidzbarku Warmińskim, gdzie miało powstać międzyszkolne obserwatorium astronomiczne i miasto również kusiło mieszkaniem.Ponieważ kończąc studia zdążyłem się jeszcze ożenić, z koleżanką małżonką ruszyłem na ogląd potencjalnych miejsc założenia rodzinnego gniazda. We Fromborku, gdy tam zajechaliśmy, było zimno i wietrznie, natomiast Lidzbark przywitał nas piękną słoneczną pogodą i chyba to zadecydowało o wyborze miejsca. Tym bardziej, że dyrekcja szkoły, przy której miało powstać obserwatorium, zapewniała również miejsce pracy dla małżonki. Tak więc, zostaliśmy nauczycielami. Niestety, nieudolność czy brak dobrej woli pewnego urzędnika, a później kryzys gospodarczy sprawiły, że planowane obserwatorium nie wyszło poza fazę projektów.Praca w szkole i własne mieszkanie dawały za to pewną stabilność i rodzina zaczęła się stopniowo powiększać.
A.K.: A jak wykorzystałeś swój zawód astronoma?
J.D.: Początkowo astronomia ograniczyła się do prowadzenia kółka dla zainteresowanej młodzieży oraz prowadzenia obserwacji zakryć gwiazd przez Księżyc z własnego balkonu. Jednak w 1991 r. odwiedził nas starszy kolega astronom, Maciej Mikołajewski, który właśnie jeździł po kraju i promował przy okazji prelekcji astronomicznych wydawane w nowej, bardziej popularnej formuje, czasopismo „Postępy Astronomii”. Gdy zobaczył narysowany przeze mnie plakat zapowiadający jego prelekcję, zaproponował mi współpracę z pismem jako ilustrator. I tak zaczęła się moja przygoda z czasopismami, która z czasem przerodziła się w drugą, dodatkową pracę w ramach własnej działalności gospodarczej polegającej głównie na opracowywaniu i przygotowywaniu publikacji do druku. Po połączeniu się czasopism wydawanych przez dwa polskie towarzystwa astronomiczne „Urania” (Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii) i „Postępy Astronomii” (Polskie Towarzystwo Astronomiczne) na brak pracy nie narzekam, raczej na brak wolnego czasu, bo oprócz pracy w paru szkołach doszło do tego jeszcze przygotowywanie w ramach nowego hobby druku kwartalnika „Meteoryt” redagowanego przez Andrzeja Pilskiego. Na dodatek, gdy pięknie przerobiono przedzamcze Zamku Biskupów Warmińskich na czterogwiazdkowy hotel, zaproponowano mi prowadzenie w nim spotkań astronomicznych z pokazami nieba.
A.K.: Skąd wzięły się u Ciebie zainteresowania meteorytami?
J.D.: Będąc już studentem astronomii na UMK w Toruniu dowiedziałem się, że w moim rodzinnym mieście znaleziono w połowie XIX wieku żelazny meteoryt, który nosi nazwę Schwetz, bo tak nazywało się wówczas Świecie. Zapewne ten fakt wpłynął na zainteresowanie się meteorytyką. Aczkolwiek decydujące znaczenie miała tu znajomość z astronomem fromborskim Andrzejem Pilskim, do którego trafiłem jako potencjalny kandydat na współpracownika. Jak wspomniałem, gdy kończyłem studia, Frombork szukał właśnie astronoma do pracy w tworzonym na Górze Żurawiej obserwatorium. Wielokrotnie gościłem u niego w domu, gdzie na kaloryferach suszyły się wytrawione okazy żelaznych meteorytów. Andrzej tworzył pierwsze dydaktyczne kolekcje meteorytów we Fromborku i w Olsztynie, a ja zapragnąłem mieć też takową u siebie w Lidzbarku. A że Lidzbark leży na trasie z Fromborka do Olsztyna, którą Andrzej często pokonywał (czasami rowerem!) to i gościł u mnie z różnymi ciekawymi okazami, jakie przewoził. Co kwartał jeździł też do Olsztyna w celu powielania pisemka „Meteoryt”, które redagował. A że ja zajmowałem się już komputerowym składem „Postępów Astronomii” to naturalną koleją rzeczy przejąłem od niego sprawy związane z szykowaniem „Meteorytu” do druku — tym bardziej, że udało się załatwić na miejscu tanio druk tego kwartalnika w drukarni offsetowej.
A.K.:Czyli można powiedzieć, że meteorytyka stała się nie tylko hobby, ale również częścią dydaktyki i popularyzacji?
J.D.:Meteorytyka wciągnęła mnie na tyle, że wraz z żoną (nauczycielką fizyki) powolutku wzbogacaliśmy naszą kolekcję nieziemskich okazów aby było co pokazywać uczniom, ale też popularyzować wiedzę o nich poza szkołami. Użyczaliśmy je na parę wystaw zbiorowych, a specjalnie wybrane okazy wypożyczyliśmy na dłuższy czas Obserwatorium Astronomicznemu UMK, aby studenci mogli mieć kontakt z różnymi rodzajami meteorytów.
Dbałem o to, by tematyka meteorytowa pojawiała się na łamach składanych przeze mnie czasopism, czasami sam coś pisałem. W miarę wzrostu popularności internetu stwierdziłem, że warto popularyzować meteorytykę i za pomocą tego medium. I tak, najpierw powstała strona zatytułowana „Meteoryty — kolekcja dydaktyczna Jadwigi i Jacka Drążkowskich” (znikła wraz ze zniknięciem darmowego serwisu WWW, na którym była udostępniona), a później założyłem i przez kilkanaście lat administrowałem forum internetowym „Meteorytomania”, ale już w wykupionej domenie. Kilka lat temu byłem jednak już zmęczony tą zabawą i małą jej efektywnością, że odpuściłem. Wyjaśnianie ludziom, że te ich „cenne” znaleziska nie są skarbami z kosmosu i dlaczego, było bardzo wyczerpujące. Teraz czasami robię to na fejsbukowej stronie Polskiego Towarzystwa Meteorytowego, na szczęście działają tam też młodsi koledzy.
A.K.:Jaki Twój artykuł wspomnieniowy ukazał w jubileuszowej publikacji 20-lecia PTMetu?
J.D.:Ano, nie miałem jakoś czasu na to, by zebrać myśli, wspomnienia i napisać coś więcej do tej jubileuszowej publikacji. Zmusiłem się tylko do wyszukania kilkunastu swoich rysunków o tematyce meteorytowej i uzupełnieniu ich krótkim tekstem. Ogólnie rysunkowych astrożartów to stworzyłem sporo ponad setkę i można je było oglądać nie tylko na stronach wspominanych już tu czasopism, ale były też pokazywane w formie specjalnych wystaw. Pierwsza, dla mnie najważniejsza, to była wystawa w toruńskim Dworze Artusa, inaugurująca polskie obchody Międzynarodowego Roku Astronomii (2009). Ponoć w gdańskim Centrum Hewelianum dość często można oglądać plansze z moimi rysunkami, które powstały na zamówienie do wydawanego przez nich kalendarza (2011). Wśród nich jest jeden bardzo ważny, bo w prosty sposób wyjaśniający, co nazywamy meteoroidem, co meteorem, a co meteorytem. Chyba skutecznie, bo coraz rzadziej widzę w mediach mylenie tych pojęć.
A.K.:W 2019 roku Polskie Towarzystwo Astronomiczne za działalność popularyzatorską uhonorowało Ciebie Nagrodą im. Włodzimierza Zonna. Gdzie systematycznie są Twoje spotkania popularyzujące astronomię, w tym i meteorytykę?
J.D.:O mojej popularyzacji meteorytyki w Hotelu Krasicki można przeczytać w „Meteorycie” nr 3 z 2012 roku (http://meteoryt.info/Met312.pdf). Ta działalność wciąż trwa i od paru lat w okresie wakacyjnym mam tam zaplanowane dwa razy w tygodniu specjalne spotkania dla dzieci, podczas których najmłodsi goście mają okazję bezpośredniego kontaktu z „kosmitami”. Co ciekawe, widzę, że często nie mniej zainteresowani są tym tematem rodzice i dziadkowie przychodzący na te spotkania wraz z dziećmi. Zdarza mi się tych dorosłych naliczyć więcej niż maluchów! Breloczki z opiłkami meteorytu Morasko wciąż robię i daję gościom w prezencie, ale już bardziej sporadycznie, bo po prostu mnie nie stać finansowo na taką rozrzutność. Za to chodzi mi po głowie myśl, by zrobić historyjkę obrazkową z cyklu o Małej Uranii, gdzie przemycę trochę wiedzy o meteorytach. Może na emeryturze znajdę na to czas (jak dożyję)?
A.K.:W jaki sposób spędzasz czas wolny od zajęć?
J.D.:Latem staram się codziennie rano jeździć nad jezioro i intensywnie popływać, nawet w deszczu. Wzorem tu dla mnie jest śp. prof. Hurnik. Bieganiem od Andrzeja Pilskiego jakoś się nie zaraziłem, chociaż widzę, że parę osób z PTMet-u to praktykuje. Za to bawię się łukiem, bo to świetnie relaksuje. Zwłaszcza tzw. strzelanie 3D czyli bezkrwawe polowanie w lesie na gumowe zwierzątka. Odpoczynek znajduję też w słuchaniu muzyki. Częściej jednak towarzyszy mi ona w trakcie pracy w domu przy komputerze lub w czasie przemieszczania się autem. Muzyka jest dla mnie bardzo ważna. Jak astronomia. Nawet prowadzę od wielu lat na łamach „Uranii – PA” taki własny kącik z felietonami „Astronomia i Muzyka”. Dzielę się też tą muzyczną pasją na Facebooku, bo mieć kolekcję płyt i nie móc się nią dzielić z innymi to żadna przyjemność.
A.K.:Masz piątkę dzieci. Czy któreś z nich podziela twoje zainteresowania?
J.D.: Tak. Najstarsza córka, Joanna, jest astronomem. Zrobiła doktorat w Heidelbergu, a głównym tematem jej pracy naukowej jest formowanie się układów planetarnych, a w szczególności procesy ewolucji dysków protoplanetarnychod koagulacji pyłu do formowania się planetozymali. W swoich publikacjach często odwołuje się do wyników badań meteorytów, bo jako najstarsze pamiątki wczesnych etapów formowania się naszego Układu Słonecznego dają istotne informacje uwzględniane w tworzonych modelach numerycznych ewolucji dysków protoplanetarnych. Kopernik pokazał nam, jak poruszają się planety, a ona stara się pokazać, jak one powstały.
A.K.:Możesz coś powiedzieć o swoich planach na przyszłość?
J.D.: Jakiś specjalnych planów na przyszłość nie mam. No, może dożyć emerytury i mieć trochę więcej czasu dla siebie, pojeździć trochę tu i tam,bo już nie pamiętam kiedy ostatnio mogłem pozwolić sobie na wyjazd z domu na więcej niż 2 dni. Ale czy będzie mi się jeszcze chciało? O, może warto by było w końcu poszukać i znaleźć samodzielnie jakiś meteoryt. Bo dość mam odpowiadania negatywnie na pytanie ze strony dzieciaków, czy znalazłem sam jakiś meteoryt?
Na zakończenie chciałbym serdecznie podziękować za ten wywiad Jackowi Drążkowskiemu życząc mu dalszych sukcesów oraz samych pogodnych dni w życiu osobistym a przede wszystkim spełnienia swoich dalszych planów oraz marzeń związanych z tą „meteorytową” wyjątkową częścią jego życia, a także samodzielnego znalezienia meteorytu. Trzymamy kciuki!!!

Zdjęcia: Na początku artykułu fot. Mariola Adela Karpowicz, pozostałe fot. Szymon Kozłowski natomiast fot. rysunku Agnieszka Górska-Pukownik, fot. Paweł Baranowski.
Poniżej powiązane artykuły i wywiady z członkami Polskiego Towarzystwa Meteorytowego:
http://pressmania.pl/andrzej-pilski-astronom-z-pasja-chodzenia-i-biegania-boso/
http://pressmania.pl/prof-szymon-kozlowski-naukowiec-sukcesu/
http://pressmania.pl/marek-i-beata-wozniak-vel-jan-woreczko-i-wadi/
http://pressmania.pl/dr-agata-krzesinska-kobieta-naukowiec-z-kosmiczna-wiedza/
http://pressmania.pl/profesor-lukasz-karwowski-1945-2022-niedokonczony-wywiad/
http://pressmania.pl/dr-roksana-mackowska-zalozycielka-firmy-edukacyjnej-geouniwersytet/
http://pressmania.pl/prof-andrzej-manecki-jeden-z-najwybitniejszych-mineralogow-w-polsce/
http://pressmania.pl/tomasz-kubalczak-jego-zyciowa-przygoda-z-meteorytami/
https://pressmania.pl/jaroslaw-morys-milosnik-muzyki-turystyki-i-poszukiwacz-meteorytow/
https://pressmania.pl/pawel-zareba-grafik-meteoryciarz-webmaster-bolidziarz/
https://pressmania.pl/jerzy-strzeja-kolekcjoner-meteorytow-skamielin-i-zapalony-milosnik-astronomii/
https://pressmania.pl/janusz-kosmowski-astronom-amator-poszukiwacz-i-kolekcjoner-meteorytow/
https://pressmania.pl/michal-kosmulski-meteoryciarz-programista-i-milosnik-origami/



Zostaw komentarz