Słyszę cerkiewne śpiewy. Zdaje się, że to panachida po kimś. Otwieram oczy i widzę cerkiew w Zubaczach. Wnętrze jest bardzo ładne, choć nie tak rewelacyjne jak widok zewnętrzny cerkwi. Wiele cudownych kształtów, z każdej strony cerkiew wygląda trochę inaczej. I ta kopuła, która w słońcu się srebrzy, a w czasie burzy upodabnia się do ołowianych chmur.

Ale co ja tu robię? Przecież rzadko jestem tu gościem. Czy ktoś z rodziny umarł? Najważniejsze jest jednak pytanie – dlaczego jestem w pozycji leżącej? Może przyszedłem pijany i upadłem? Byłby to wstyd! W końcu zorientowałem się w sytuacji. To ja jestem pokojnikiem! Dla mnie ta panichida…

Wtem widzę Archanioła Michała schodzącego z ikony. Anioł podchodzi do mnie z plikiem banknotów i odlicza dwadzieścia tysięcy złotych.

Czy to już było? Tak, to już było. Dobrze pamiętacie mój sen.

Tylko tym razem to nie sen.

Ja naprawdę umarłem. Nie prosiłem Boga o odroczenie, bo bałem się, że roztrwonię tę nagrodę, którą już miałem zaklepaną w Niebie. Przykro mi, że nie będę już mieszkał w Dolinie Pulwy. Przykro mi też, że starania lekarzy i sanitariuszy poszły na marne. Przykro mi, że już nie będę z wami…

Ale to tylko tak się mówi!

Bo przecież nie tak łatwo będzie się mnie pozbyć.

Śmierć – choć brzmi jak zatrzaśnięcie ciężkich drzwi – wcale tym nie jest. To raczej uchylenie okna, przez które będę do was zaglądał, kiedy tylko zapomnicie, jak pachnie świat po deszczu. Będę w porannym świetle nad łąkami Doliny Pulwy, w skrzypieniu furtki, w śmiechu, który nagle wybuchnie wam w gardle bez powodu. Przyjdę cicho, bez patosu, bez skrzydeł trzepoczących nad głowami. Usiądę obok, gdy będziecie milczeć nad kubkiem herbaty, i szturchnę was w ramię, gdy zbyt długo będziecie patrzeć w ziemię.

Nie chcę waszych łez dłuższych niż trzeba. Nie chcę czarnych myśli jak ciężkie chmury nad kopułą cerkwi. Chcę, żebyście żyli – nieprzyzwoicie radośnie, z uporem. Żebyście kochali ludzi, z którymi jecie chleb. Żebyście śmiali się do rozpuku, nawet jeśli komuś wyda się to niestosowne. Bo jeśli coś naprawdę zabiera śmierć, to tylko ciało. Reszta – pamięć, czułość, wspólny śmiech – zostaje i pracuje jak zaczyn w cieście.

A gdy będzie wam naprawdę ciężko, kiedy noc stanie się zbyt długa, a cisza zbyt gęsta – wtedy przyjdę. Może w snach, może w niespodziewanym wspomnieniu, może w czyichś słowach, które zabrzmią dziwnie znajomo.

I zamienię choć na chwilę wasz smutek w uśmiech.

WAŃKA Z DOLINY PULWY
POWIEŚĆ W ODCINKACH

Zakończyłem pisanie kolejnej kresowej powieści w odcinkach.

Postać Wańki, głównego jej bohatera, ma swój pierwowzór w osobie ś. p. Wańki Bomko z Wólki Nurzeckiej. Choć to powieść, a nie biografia, każda strona przesiąknięta jest autentyzmem kresowych losów. To hołd dla ludzi z Doliny Pulwy, na pograniczu Podlasia i Polesia – tych, których już nie ma, a którzy stworzyli duszę tej ziemi.

ODCINEK 1

PIJAK CO UDAWAŁ PIJAKA

ODCINEK 2

STRASZNY SEN WAŃKI

ODCINEK 3

SĘDZIA ZNAD PULWY

ODCINEK 4

PO SWOJOMU

ODCINEK 5

WAŃKA BACZYŁ BOHA

ODCINEK 6

NADIEŻDA Z SOLIDARNOŚCI

ODCINEK 7

REMONT, IMPREZA I WYNALAZKI

ODCINEK 8

W POSZUKIWANIU ROGÓW

ODCINEK 9

BARYSZ JAK ŚWIŃSKIE WESELE

ODCINEK 10

WIELKIE ODCHODZENIE

ODC. 11

WIELKI LOT

ODC. 12

BĘDĘ ZAGLĄDAŁ PRZEZ OKNO